Program przewiduje przygotowywanie posiłku dla żniwiarzy (tak, tak — w żniwa, w gorący czas, nie schodziło się z pól, żniwiarzom donoszono posiłek). Młócenie cepami — już zapomnianą trudną sztukę. Pojedyncze machanie cepem, chociaż ciężkie, było bagatelką. Kiedy młóciło dwóch — też jakoś szło. Po wsi niósł się charakterystyczny rytm:
łupu-cupu,
łupu-cupu. Przy trzech młócących rytm zmieniał się:
łupu-cupu-cupu,
łupu-cupu-cupu. Było też trudniej, bo każde spóźnienie, każde zaburzenie rytmu powodowało kolizję.
NKJP: Chlebne misterium, Dziennik Polski, 10.08.2002
Z maską na twarzy i naciągniętym kapturem nie słyszał nawet echa własnych kroków, choć podkute wojskowe buty musiały zdrowo łomotać o bruk.
Łup-cup,
łup-cup, krew pulsowała coraz szybciej, serce waliło jak oszalałe, jeszcze chwila i wyłamie pręty żeber i wyrwie się z kościanej klatki.
KWJP: Robert J. Szmidt, Otchłań, 2015