Uwięzieni w parku ludzie zaczęli miotać się jak zwierzęta w klatce. Ojciec chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą w głąb alei. Gdzieś poza nami rozległy się wołania o pomoc. Biegliśmy przed siebie, potrącani przez innych biegnących szukać schronienia pomiędzy starymi drzewami.
— Zgubiłam złotą bransoletkę! Nie widział pan bransoletki? — wołała płaczliwie pulchna, wypudrowana
jejmość zatrzymując ojca. Ale zanim ojciec zdążył odpowiedzieć, zwróciła się już z tym samym pytaniem do kogo innego.
Jan Brzechwa, Gdy owoc dojrzewa, 1958