Oddalałbym się od prawdy, gdybym w tej książce o moich duchowych przygodach Simone Weil pominął. Tak, na pewno, byłem oporny wobec jej skrajnego platonizmu, wobec bohaterskiego samowyrzeczenia graniczącego z histerią, aż po śmierć, która nosi cechy tzw.
endury katarów, czyli dobrowolnego zamorzenia się głodem
Czesław Miłosz, Ziemia Urlo, Warszawa 1982, s. 263
— W istocie nie musiał czynić nic, młodzieńcze. Człowiek, który złoży
endurę, przyjmuje
consolamentum, a następnie z własnej woli pości tak długo, aż umrze .
Zarówno Laurze, jak i Jerzemu zrobiło się dziwnie w duchu, bo trudno im było uwierzyć, iż ktoś świadomie skazywałby się na tortury dla czystości, bo jako ludzie młodzi nie martwili się wcale śmiercią. (…)
— Czemu ma to służyć, szlachetny panie?
— Wiesz przecież, pani, na czym polega
consolamentum: to wyzwolenie się z grzechu, a trwa tak długo, jak wyzwolony pozostaje bezgrzeszny. (…) Zaś jeżeli komuś pilno do zbawienia, a wie, iż nie wytrwa w świętości, powściągliwości i ascezie, pozostaje mu tylko przyjąć Modlitwę Pańską i umrzeć jak najszybciej.
— Lecz po co poddawać się tak nieznośnej torturze? Wszak wystarczy przebić się mieczem.
— Nie, gdyż wówczas wierny plami się krwią, a to też grzech.
Marcin Świątkowski, Synastria, 2025