Zrozumiałem, że kobiety, które stawały przede mną w tej jamie, przed ciemnym, pochłaniającym obrazy lustrem, musiały wyciągać stopę ku wodzie i natychmiast ją cofać, bo wydawało im się, że powiał zimny wiatr, a w toni przemknął jakiś biały, wrogi kształt, jedna z tych istot żyjących w tak niezmierzonych głębinach, że nie potrzebują łusek ani wzroku: jasne, zimne ciała, od dawna już martwe, lecz nadal wygłodniałe pływają jak ryby w
abisalu; ziemia i czarne topiele kilka kilometrów pod powierzchnią wody muszą czasem skrywać zadziwiająco gorączkowe życie, myślałem w wykutym w skale tunelu.
Wojciech Nowicki, Cieśniny, 2019