Po wygranych w ub.r. wyborach prezydent nareszcie jest wolny od przymusu udawania prostego Amerykanina uwielbiającego traperskie życie, jazdę konną, rozpalanie ogniska i wędrówki. (...)
Wakacyjny dylemat Clintonów to odbicie charakterystycznego dla Ameryki
rozdwojenia jaźni. Społeczeństwo myśli i mówi o sobie, że jest bezklasowe, ale tak naprawdę ma głęboki uraz do elit. Na tych kompleksach grał Clinton, prezentując w obydwu kampaniach wyborczych wizerunek swojego chłopaka z niezamożnego domu, któremu udało się dotrzeć na Kapitol. Temu zaś wczasy w Vineyard mogłyby zaszkodzić. Dziś Clinton może już sobie pozwolić na luksusowe wczasy, które lubi.
NKJP: Gazeta Wyborcza, 1997